
To nie była udana noc dla kibiców w Cleveland i Minneapolis. W obu meczach gospodarze wyraźnie przegrali, co oznacza, że na Wschodzie czeka nas już czwarty w tych playoffach Game 7, podczas gdy na Zachodzie możemy zacząć odliczać godziny do tego wyczekiwanego, wielkiego pojedynku dwóch najlepszych drużyn całego sezonu.
W niedzielę ostatni mecz drugiej rundy w Detroit.
W poniedziałek początek rywalizacji w Oklahomie.
Detroit @ Cleveland 115:94 (3-3) Cunningham 21/8a – Harden 23
San Antonio @ Minnesota 139:109 (4-2) Castle 32/11/6 – Edwards 24
1) Detroit Pistons znowu to zrobili. To był ich czwarty mecz eliminacyjny i po raz czwarty nie pozwolili wyrzucić się z playoffów. Zagrali jak przystało na zdesperowaną drużynę walczącą o życie. Od samego początku prezentowali więcej wysiłku na całym parkiecie.
W połowie trzeciej kwarty mieliśmy akcję idealnie obrazującą ten występ Pistons:
Hustle!
Tu nie tylko mamy przykład walki o piłkę, dwukrotnie wyjętej z autu, ale również zespołowego zaangażowania i wkładu rezerwowych. To było prawdziwie zespołowe zwycięstwo. Po poprzednim meczu dużo było narzekań na niewystarczającą pomoc dla Cade’a Cunninghama i brak innych opcji w ataku. Zawodnicy Pistons odpowiedzieli i tym razem nie potrzeba było nawet popisów Cade’a.
JB Bickerstaff nie zmienił wyjściowego ustawienia, ale w pierwszej piątce Pistons jakby pojawił się nowy zawodnik – wrócił wreszcie Jalen Duren, którego oglądaliśmy w fazie zasadniczej. To był jego zdecydowanie najlepszy występ tej serii. Od początku dobrze walczył na tablicach i już w pierwszej kwarcie zebrał 4 piłki (przypomnijmy – w trzech poprzednich meczach łącznie miał 11 zbiórek), dobrze bronił, a przede wszystkim był o wiele aktywniejszy w ataku. Nie unikał nawet gry z piłką i agresywnie penetrował przeciwko Jarrettowi Allenowi. Nawet kontuzja kostki w połowie trzecie kwarty go nie zatrzymała. Skończył z dorobkiem 15 punktów, 11 zbiórek i 3 bloki. A kiedy siadał na ławkę, rewelacyjnie zastępował go Paul Reed, który dołożył 17 punktów.
Daniss Jenkins (15) ponownie dobrze spisywał w roli startera, ale po meczu przerwy mieli też do dyspozycji Duncana Robinsona. Wyszedł z ławki i jego shooting zrobił różnicę. Trafił 4/7 za trzy na 14 punktów. W sumie Pistons uzbierali 16 celnych trójek, czym wyrównali swoje najlepsze osiągnięcie tych playoffów. Mieli także aż 48 punktów od rezerwowych. Marcus Sasser pozostał w rotacji, rzucił 9 punktów, w tym floatera równo z syreną końca trzeciej kwarty i był aż +27.
Cunningham zanotował 5 trójek (3/3 w drugiej kwarcie), 21 punktów i 8 asyst. Ale też popełnił aż 7 strat, a przez całą drugą połowę trafił tylko jeden rzut. To nie był gwiazdorski występ, ale w pierwszej połowie nadał ton gry drużyny, a potem już nie musiał jej samotnie ciągnąć. Pistons nie przeszkodziło nawet to, że ich drugi najlepszy strzelec Tobias Harris skończył z 6 punktami. Miał problemy z faulami, podobnie jak Ausar Thompson, który jak zwykle mnóstwo energii włożył w defensywną presję na gwiazdorów Cavs. Zaliczył 4 przechwyty i oburęczny blok:
.
„Oni po prostu się nie poddają. Ta determinacja, jaką wykazują. Wiara, jaką pokładają w sobie nawzajem. Po prostu potrafią się psychicznie podnieść i nie rozpamiętywać niepowodzeń”. JB o swoich graczach
Cavaliers ponownie mieli problem z traceniem piłek. Już przez pierwsze 14 minut popełnili 10 strat, ostatecznie zanotowali ich dwa razy więcej i oddali w ten sposób 27 punktów gościom. Do tego pudłowali zza łuku i nie byli w stanie dostawać się do kosza. Zostali ograniczeni do ledwie 26 punktów z pomalowanego.
Cavs zmarnowali idealną okazję, żeby przed własną publicznością zapewnić sobie awans. Przez cały mecz byli wyraźnie gorszą drużyną. Jedyny dobry moment zanotowali w drugiej części drugiej kwarty, kiedy zmniejszyli stratę do trzech punktów. Ale już zaraz po przerwie Pistons zrobili kolejny run, ponownie uzyskując dwucyfrową przewagę. Skończyło się pierwszą porażką gospodarzy w Cleveland i wyrównanym rekordem NBA najwyższego wyjazdowego zwycięstwa drużyny przegrywającej 2-3.
James Harden zdobył 23 punkty, ale popełnił dwa razy więcej strat (8) niż rozdał asyst. Jeszcze gorszy, wręcz fatalny był Donovan Mitchell. Próbował się przełamać, ale nie mógł się wstrzelić na dystansie, a też miał problem z kończeniem przy obręczy i tylko forsował złe rzuty. 18 punktów z 20 rzutów. 18 zdobył też Evan Mobley, który razem z Jarrettem Allenem został ograny przez duet centrów gości.
2) Także w Minneapolis najlepszy moment gospodarzy miał miejsce w drugiej części drugiej kwarty, gdy Timberwolves jeszcze poderwali się do walki po okropnym początku tej kwarty. Spudłowali 12 kolejnych rzutów, podczas gdy San Antonio Spurs zrobili wielki run 20-0 i wyglądali jakby chcieli wygonić rywali z ich własnej hali. Było już 29 punktów różnicy, kiedy Terrence Shannon swoimi penetracjami dał Wolves nieco energii, a potem Anthony Edwards na chwilę przejął grę i rzucił 12 punktów. Pomogła też obrona strefowa.
Przybliżyli się na 13 do przerwy, co jeszcze dawało nadzieję, że ten mecz nie skończy się blowoutem, ale w trzeciej kwarcie Spurs znowu przycisnęli i to była absolutna dominacja po obu stronach parkietu. Dlatego w ostatnich minutach mogliśmy oglądać eksperymentalne ustawienia z Bismackiem Biyombo, Masonem Plumlee i Kellym Olynykiem. Anthony Edwards już w trakcie czwartej kwarty poszedł pogratulować rywalom.
Wolves nie zmienili wyjściowej piątki, ale zmienili matchupy i przesunęli Rudy’ego Goberta do pilnowania Stephona Castle’a. Powiedzieć, że ten pomysł nie wypalił, to jak nic nie powiedzieć. Steph z wielką przyjemnością podjął to wyzwanie. Zaczął od stawiania zasłon na dystansie, otwierając kolegom pozycje do trójek, ale szybko sam zdecydował się wykorzystać zostawione mu miejsce. Trafił pierwsze 5 swoich prób zza łuku. Rozegrał rewelacyjny mecz na 32 punkty, 11 zbiórek i 6 asyst.
Atak Spurs funkcjonował znakomicie, bo nie tylko skutecznie rzucali z dystansu (Julian Champagnie 4/9 i 18 punktów), także regularnie dostawali się do kosza. Wolves udało się ograniczyć Victora Wembanyamę, ale zupełnie nie byli w stanie zatrzymać penetracji guardów gości. De’Aaron Fox zdobył 21 punktów (8/10, plus 9 asyst), Dylan Harper dodał 15 (6/8).
Wemby miał tylko 19 punktów, 6 zbiórek i 3 bloki. Ofensywnie nie błyszczał, ale w obronie straszył rywali, zmuszając do pospiesznych i urwanych rzutów, co przełożyło się na niespełna 38% z gry Wolves.
Edwards rozkręcił się przed przerwą, jednak pierwsze trafienie w drugiej połowie miał dopiero pod koniec trzeciej kwarty. Spurs ograniczyli go wracając do podwajania. Ostatecznie potrzebował aż 26 rzutów, żeby uzbierać 24 punkty. Najlepszymi zawodnikami Wolves byli Shannon (21) i Naz Reid, który 10 ze swoich 18 punktów zdobył już w pierwszej kwarcie.
Julius Randle zanotował 3 punkty przy 1/8 z gry i najgorsze w meczu -34. Rudy Gobert przez 22 minuty był bez punktów i zebrał tylko trzy piłki. Jaden McDaniels miał więcej fauli niż celnych rzutów i 13 punktów.
Nie będzie trzecich z rzędu finałów konferencji w Minneapolis, Wolves rozpoczynają wakacje.
„Po prostu chylę przed nimi czoła. Byli po prostu lepszą drużyną”. Ant
Dla Spurs to pierwsze finały Zachodu od 2017 roku.
3) Jalen Williams będzie gotowy na start rywalizacji ze Spurs. Sweep w poprzedniej rundzie dał mu nieco więcej czasu na wyleczenie niż początkowo zakładano i zapowiada, że rozpocznie kolejną rundę w pełni zdrowy.
4) New York Knicks mają jeszcze więcej wolnego, wrócą do gry we wtorek.
Wczoraj OG Anunoby wziął udział w pełnym treningu.
5) W niedzielę NBA ogłosi kto zdobył MVP.
















, a następnie
Kiedy naprawdę chcesz polubić Detroit, ale jakoś Ci nie wychodzi.
Mi tam właśnie całkiem to wyszło w tych PO :) Mało ich oglądałem w sezonie, ale widziałem końcówkę z Orlando i kilka meczy z Cavs i wzbudzili we mnie sympatię.
Ciekaw jestem tych Finałów Konferencji na Zachodzie. I niestety mam złe wieści dla starych mistrzów – bardzo mi przykro dla wszystkich LeBronów, Stephów czy Kawhiów – ale idzie młodzież. Jeśli będą zdrowi, to zarówno OKC, SAS czy może nawet MIN zawłaszczają Konferencje na najbliższe 5-10 lat na spokojnie.
5, a tym bardziej 10 lat to gigantycznie długi czas w NBA. Nawet GSW po pozyskaniu Duranta swoją „dynastię” utrzymało tylko przez 2-3 lata. W tak długim okresie szczęście odgrywa większą rolę niż byśmy może woleli, ale kontuzje, chęć bycia pierwszą opcją czy napływ nowego talentu sprawiają, że mało komu udaje się długo utrzymać dominację. Tylko właściwie LeBron na wschodzie potrafił to robić.
Akurat SAS wiedza jak to zrobic.
Wcześniej nie było appronów, ale też historycznie ich najlepsi gracze nie brali maksów, więc może tam nadzieja, bo w nadchodzącym roku super maks przedłużenie dla Wembiego, rok później Castle, a potem Harper. Okna na mistrzostwa wydają się być teraz krótsze niż były.
nie znam zespołu Lebron, z jakiego miasta?
> niewystarczającą pomoc dla Cade’a Cunninghama i brak innych opcji w ataku. Zawodnicy Pistons odpowiedzieli i tym razem nie potrzeba było nawet popisów Cade’a
To jest ogólnie wg mnie lekko zniekształcone spojrzenie na grę Cade’a. Właśnie dziś to co mi się podobało w jego grze to w którym momencie większe zaufanie do partnerów. Te Playoffs w wykonaniu Pistons często w ataku wyglądają tak że robimy zasłonę guard2guard tylko po to by Cade dostał lepszy matchup i niech idzie 1vs1. Wtedy oczywiście pojawia się pomoc przy jego wjazdach i zaczynają się schody i straty.
Pistons są z kolei najlepsi gdy grają drużynowo, tu jest tyle energii że zawsze ktoś może odpalić. A Cade wg mnie gra lekko za bardzo indywidualnie w tych PO, jest na tyle dobry że nawet i wygrał już mecze praktycznie w pojedynkę ale na dłuższą metę to nie jest rozwiązanie. Pistons nawet odeszli od takiej ilości picków z Durenem co było jedną z ich głównych broni sezonu zasadniczego. Jak Duren ma być uruchomiony i ma się odrodzić jak nie uczestniczy w ataku.
Dziś też były te momenty, na koniec 2giej kwarty Cade popełnił 2 straty pod rząd i zgubiłdo tego Strusa na dystanie. Cavs odrobili straty. W 3-ciej kwarcie Pistons zbudowali lekką przewagę i nagle Cavs zrobili mały run. Cade znowu próbował w pojedynkę zdobywać punkty i nic z tego nie wychodziło. Dopiero gdy Cade zaczął oddawać piłkę szybciej przy obronie skupionej na nim co w praktyce często prowadziło do gry 4vs3 i extra passach Pistons odjechali. Także to nie do końca że Cade nie ma innych opcji w ataku, tutaj jest trochę krytyki do samego Cade’a bo gdy powinien szybciej oddawać piłkę to ją przetrzymuje. Sposób w jaki przeciwnicy bronią Pistons często może prowadzić do czystych rzutów z kilkoma szybkimi podaniami
Powazna ekipa nie przegrywa u siebie g6
Dawno nie ostrzyłam sobie zębów na jakąkolwiek serię, ale ten finał zachodu zapowiada się wybornie, niech wygra lepszy!;) Na wschodzie – no cóż, bez zmian – bitwa o możliwość chwalebnego polegnięcia w finale NBA.
Niby to oczywiste co do wschodu, ale wszystko zależy od tego w jakim zdrowiu będą zwycięzcy obu konferencji. Nie przekreślałbym tak wcześnie szans świeca Knicks na tytuł.
👀
Dzisiaj Dylan Harper, jutro Stephon Castle…nigdy nie wiesz który z nich odpali. Spurs mają się czym jarać, a Oklahoma czego obawiać.
Dobrze, że Jalen Williams będzie gotowy na serię, bo liczymy na epicki pojedynek.
Niesamowite jak dwie różne serie rozegrał w tych PO Rudy Gobert. Od grania All Time Defense na trzykrotnym MVP, do bycia niegrywalnym w kluczowych minutach.
MVP tej serii, zdecydowanie Stephon Castle🫶 (Sorry Wemby) W Houston płacz jak widza kogo mogli mieć, a wybrali Reed’a Sheppard’a 3nr. draftu :)
W końcu dobry mecz wykonaniu Lisa i Korneta!
Castle 20/6/6 na splitach 55/48/78 i +13.0 (gorzej tylko od Victora). Baaaardzo jestem ciekaw jak poradzi sobie przeciwko armi obrońców Oklahomy, a także jak będzie radził sobie przeciwko SGA w obronie. Jego gra po obu stronach boiska oraz to czy dalej będzie karał za zostawianie go za linią za 3 będzie kluczem do wygrania tej serii.
Jeżeli Stephon Castle nie będzie łapał szybkich fauli (oto nie ciężko kryjąc SGA), to będzie dobrze. Mam nadzieje ze Julian zacznie na SGA, a z upływem czasu zacznie go kryć Castle. Dla mnie największą obawa będzie Fox czy podoła tak „twardej”/faulującej obronie! Drugim problemem będzie Kornet jego minuty i krycie Jaylin’a Williams’a, który będzie robił spacing oraz groził 3ką. Mam nadzieje ze Carter Bryant dostanie te minuty na Williamsie. Liczę tez na to, ze w końcu Devin i Julian ustawią celownik za 3.
Oklahoma ma jedna wyraźną przewagę! A jest nim ich trener Mark Daigneault.
Jeśli Spurs wygra ten dzisiejszy mecz, a jest na to szansa. (OKC moze być zardzewiale po tak długiej przerwie), to trzeba to wykorzystać, a zrobi nam się ciekawa seria ;-)