Ostatnie miesiące po raz kolejny przypomniały wszystkim, że NBA nie jest tylko i wyłącznie ligą talentu, umiejętności i taktyki. Jak jeszcze chyba nigdy wcześniej mieliśmy udowodnione, jak ogromne znaczenie ma wytrzymałość graczy i ich podatność na kontuzje. Tak zwane soft-tissue urazy zwłaszcza w okolicach łydki i mięśni dwugłowych uda, stały się po raz kolejny jednym z głównych tematów sezonu, a liczby niestety tylko podbijają narastający niepokój.
Jeszcze kilkanaście lat temu, w sezonie 10/11 odnotowano 18 przypadków kontuzji łydki w całej lidze. W poprzednich rozgrywkach było ich natomiast już 60, a w tych obecnych aż 86. Skala wzrostu jest więc nie tyle stopniowa, co wyraźnie wykładnicza i trudno ją zrzucić wyłącznie na przypadek. Wszyscy zdają sobie sprawę z tego, że sezon ligowy jest przy obecnym tempie gry zbyt mocno wypełniony meczami, zwłaszcza dla drużyn, które rok po roku awansują do playoffów. Jak zauważają lekarze i analitycy problemu, to jednak nie tylko kwestia terminarza, ale również – a może przede wszystkim – kwestia przeciążenia dolnych partii nóg, które w obecnej grze są eksploatowane do granic możliwości. Coraz częściej mówi się też o tym, że zmienił się sam sposób poruszania się po parkiecie, a wraz z nim biomechaniczne ryzyko. Ron Adams, wieloletni asystent w NBA, ujął to wprost wskazując na fundamentalną różnicę pomiędzy dawną, a współczesną koszykówką.
Koszykówka była kiedyś sportem dwóch nóg. Jeśli spojrzy się chociażby na treningi Johna Woodena sprzed lat, to wszystko sprowadzało się do ataku z postawą na dwóch stopach. Dziś to sport jednej nogi. Większość ruchów wykonywana jest z wybicia z jednej nogi.
Ta zmiana ma konkretne konsekwencje, bo stepbacki i eurostepy, które stały się dla wielu zawodników podstawą ofensywy, generują ekstremalne obciążenia dla łydek i ścięgien. Łączą dynamiczne hamowanie z jednoczesnym napięciem i rozciągnięciem mięśnia. W efekcie dochodzi do ogromnych przeciążeń i coraz częstszych kontuzji. Widać to szczególnie na przykładach największych gwiazd. Jayson Tatum rzucał w swoim rookie sezonie ledwie 11 stepback trójek, podczas gdy w rozgrywkach 24/25, które zakończył fatalną kontuzją było to już 251 tego typu prób. W tym sezonie 13 zawodników doświadczyło więcej niż jednej kontuzji łydki, a sześciu – w tym między innymi Giannis Antetokounmpo – miało trzy lub więcej takich urazów, co wcześniej było absolutną rzadkością. Kalendarz NBA wydaje się być wypchany do granic możliwości, a rozwój ataku w tym konkretnym kierunku na pewno nie pomoże w ochronie zdrowia zawodników. Trudno jednak oczekiwać, że kluby i gracze zrezygnują z czegoś, co generuje punkty i zwycięstwa, a to sprawia, że jeszcze większy ciężar będzie spoczywał na managemencie ligi, który chcąc chronić swoich największych gwiazdorów będzie w końcu musiał zastanowić się nad zmianami w terminarzach.













Pełna wersja artykułu na the ringer – https://www.theringer.com/2026/05/14/nba/nba-injuries-leg-calf-hamstring-achilles-data – autorowi na pewno zapomniało się po prostu podać źródła :)
A moze po prostu trzeba miec szersze ławki i grac wieksza rotacja zawodnikow.
To jest jedna z częściej pomijanych sytuacji. Masz do wykorzystania 12 ludzi mecz w mecz i 3-5 jest w grupie cherlederek. Może właśnie tutaj trenerzy i manegment poszukaliby rozwiązania i uderzyli w piersi bo w końcu jest to element zarządzania grupą za którą oni odpowiadają.
Końcówka gamę 5 Knicks-Sixers była jakimś koszmarem. Ławka Knicks, 5 ludzi którzy nie wiedzą co i jak robić przez całą kwartę